A mianowicie jak się nosi koszule z kołnierzykiem, żeby nie wyglądać jakby się uciekło z biura (i to jakiegoś tandetnego biura, bo kołnierzyk uparcie wyłazi na sweter albo, co gorsza, na marynarkę niczym u eks-posłanek Samoobrony, gdy wydawało im się, że są eleganckie)???
Jak się nosi koszule vintage (czytaj: po kimś), w dodatku męskie, za duże, tak, by nie wyglądać jak w worku pokutnym?
Jak się przystosowuje uroczy żabot do własnego stylu, który z żabotem nie ma nic, ale to nic, wspólnego?
Na fotkach próba odpowiedzi, nie do końca mnie satysfakcjonująca. Kołnierzyków nie cierpię i chyba nic tego nie zmieni, a żabocik zalegnie na dnie szafy. Macie jakieś pomysły co z tym fantem zrobić i nie wyglądać jak prowincjonalna nauczycielka francuskiego z 20-lecia międzywojennego? Bo 'ubranie to przebranie' jak twierdzi Ryfka, ale bez przesady:))) swoje ograniczenia należy znać:))))


A przy okazji zrobiły mi się jeszcze takie fotki;
poradujmy się tą słoneczną listopadową chwilą:


boots - Nine West, cardi -Promod, shorts - DIY, shirt - from the grand-dad's closet
How to do it?
How do you pull off stuff you usually don't wear and actually don't like that much, but have a weird weakness for?
It's about this particular shirt, whose frills enchanted me and make me want to wear it and forget I HATE shirts, or anything with a collar for that matter !!!
I also hate "out of the office" look, so I tried something else, as you see in the pics, but I don' t feel completely satisfied, it's not me.
Any ideas what to wear this shirt with so that it doesn't land on the bottom of my closet, cause the frills, you know..:))))


















































